Popularny deload to świadome zejście z objętości lub intensywności treningowej. Robi się go po to, aby organizm mógł odpocząć, złapać oddech i wrócić z nową energią. Czasem deload to po prostu lżejsze treningi, a czasem nawet całkowita przerwa od ćwiczeń – wszystko zależy od osoby, celu i doświadczenia.
Dlaczego jest to takie ważne?
Wyobraź sobie obrotomierz w samochodzie…
Czy jako kierowca chciałbyś cały czas trzymać silnik na wysokich obrotach? Może i auto wtedy jedzie szybciej, może i brzmi lepiej – ale każdy wie, że na dłuższą metę to droga do awarii. Tak samo jest z ciałem. Ciągłe dawanie z siebie 100% bez chwili na regenerację może prowadzić do przemęczenia, kontuzji i przetrenowania.
Deload to inwestycja w długofalowy rozwój – zarówno fizyczny, jak i psychiczny.
To czas, w którym twoje ciało odbudowuje się silniejsze, a głowa zyskuje świeże podejście. Wbrew pozorom, czasem to właśnie odpuszczenie na chwilę sprawia, że progres rusza ze zdwojoną siłą.
Warto też wspomnieć o osobach początkujących – wielu z nich, widząc szybki progres, boi się „nie dołożyć” ciężaru na sztangę. Myślą, że jak dziś nie zrobią więcej niż ostatnio, to trening stracony. To błąd. Mięśnie i układ nerwowy potrzebują chwil wytchnienia, żeby adaptować się do wysiłku. Brak deloadu może szybko zamienić motywację w frustrację – a minięcie takiego stanu jest znacznie dłuższe niż tygodniowa ŚWIADOMA przerwa 🙂

